Bombardowanie Guerniki: Dlaczego polscy publicyści zakłamują jego historię?

Doszczętne zrujnowanie baskijskiego miasteczka 26 kwietnia 1937 roku przez Luftwaffe odbiło się szerokim echem na całym świecie. Było działaniem wymierzonym bezpośrednio w ludność cywilną i zbrodnią wojenną podobnie jak bombardowanie Wielunia 1 września 1939 roku nazywane ze względu na podobieństwo „polską Guerniką”.

Od lat 30., aż po dziś dzień możemy spotkać się z próbami podawania w wątpliwość zbrodni popełnionej przez niemieckich lotników w służbie gen. Francisco Franco. Tok myślenia absurdalny, jednak cel jego propagowania jest dla rewizjonistów bardzo ważny. Wybielanie i usprawiedliwienie Franco związany jest z oczernieniem lewicy jako gorszej strony konfliktu. Zjawisko funkcjonuje również w polskim dyskursie publicznym, gdyż wojna w Hiszpanii była z jednej strony wojną domową, z drugiej preludium II wojny światowej. „Nieszczęsna Guernica w roli głównej, kto czytał Pio Moę albo innych historyków zajmujących się prawdą o wojnie domowej w Hiszpanii ten wie, że cała ta Guernica to jest bzdura wprost, to jest zmyślenie, taka post-prawda jak to się dzisiaj mówi, ale propagandowo bardzo użyteczne więc komunistyczna prasa po całym świecie tę historię rozniosła” – produkował się swego czasu na łamach TVP publicysta i rolnik, Rafał Ziemkiewicz w programie u Stanisława Janeckiego, który wtórował mu, mówiąc „Jest faktem, że to zostało zbombardowane, bez dwóch zdań, ale to legenda, którą Picasso wymalował między drugą a trzecią kochanką”. Na początek zajrzyjmy więc do Pio Moa – wybielacza gen. Franco na którego powołuje się Ziemkiewicz. Moa nie neguje bombardowania. Wybiórczo dobiera sobie jedynie ustalenia i źródła, żeby stwierdzić, że sprawa wymaga badań, bombardowanie było czymś strasznym, ale pożar wybuchł niespodziewanie, a Niemcy przeprowadzili bombardowanie wbrew woli hiszpańskich generałów. Wywód dotyczący Guerniki kończy dość enigmatycznym stwierdzeniem, że Republikanie też zabijali cywilów. To jedna szkoła – umniejszanie i rozmywanie odpowiedzialności sprawców. Jest jednak druga, którą realizują polscy prawicowcy – zdejmowanie odpowiedzialności za bombardowanie z niemieckich lotników. Problem jest jednak taki, że bombardowanie nie było samowolką Niemców. Był to element działań sztabu gen. Moli.

Z negowaniem odpowiedzialności Niemców zetknąłem się po raz pierwszy przy okazji lektury książki „Zagrabiona pamięć: Wojna w Hiszpanii, 1936-39” Marka Jana Chodakiewicza. Sugeruje on, że miasto zostało w rzeczywistości podpalone przez komunistów. Autor oskarża w niej natomiast polskich żołnierzy Brygad Międzynarodowych o dokonanie masakry cywilów i jeńców wojennych w klasztorze w Cabezie, która w rzeczywistości nigdy nie miała miejsca, a sami Polacy znajdowali się daleko od miejscowości. Historię fantazji Chodakiewicza opisał Przemysław Kmieciak. Hugh Thomas, wybitny znawca tematu opisał w 1961 roku szturm na klasztor w Cabezie jako „rzeź”. Sprawę nagłośnił Brian Crozier, a sprostował Herbert Southworth. Thomas wycofał się z tej literackiej przesady w kolejnych wydaniach swojej książki. Wspomina też, że nie doszło tam do żadnej zbrodni. Cywile schronieni w sanktuarium zostali ewakuowani, doszło też do wymiany jeńców. Przed 1961 rokiem nawet w historiografii frankistowskiej próżno szukać wzmianki o jakiejkolwiek zbrodni dokonanej w Cabezie. Tak czy inaczej, Thomas podał, że w szturmie uczestniczyła „brygada międzynarodowa”, nie precyzując która. Chodakiewicz powielił natomiast sprostowaną już wersję, a z nieokreślonej „brygady międzynarodowej” zrobił XII Brygadę Międzynarodową im. Jarosława Dąbrowskiego, która w czasie walk pod Cabezą nie nosiła jeszcze takiej nazwy. Była dopiero batalionem. A sam Batalion im. Dąbrowskiego był wtedy urlopowany z frontu i przebywał w podmadryckim Cabanillas del Campo (340 km od Cabezy).

Przypadkiem trafiłem jednak na dwa, bardzo podobne ze względu na tytuł oraz na argumenty artykuły sugerujące, że miasto nie tylko nie zostało przez Niemców zbombardowane, lecz zostało spalone przez samych mieszkańców. Andrzej Potocki, dziennikarz śledczy i pasjonat historii związany z tygodnikiem „Wsieci” i portalem „Wpolityce” nazywa datę 26 kwietnia „rocznicą powstania jednego z największych lewicowych mitów – kłamstwa o terrorystycznym nalocie na miasto”. Jego artykuł nosi tytuł „Guernica – wielkie kłamstwo lewicy”. Bombardowanie rzeczywiście stało się symbolem, a do upadku dyktatury rzeczywiście podawano zawyżoną liczbę ofiar. Dziś historycy opierają się na dokumentacji zgonów, która objęła 300 osób (zmarłe w dniach 26-28 kwietnia), z których 120 zmarło bezpośrednio w czasie nalotu. Janecki w swoim programie mówił też „tam były fabryki zbrojeniowe, fabryka amunicji, jednostki z działami…” zapomniał jednak wspomnieć, że nie poniosły one żadnych strat, nie zginął też ani jeden żołnierz z obydwu batalionów piechoty znajdujących się w mieście. To bezprecedensowe zdarzenie było wielkim ciosem dla wizerunku Franco, dlatego 10 maja wydał zakaz przeprowadzania takich akcji bez akceptacji jego lub Naczelnego Dowódcy Sił Powietrznych. Pio Moa nie mógł stawiać takich tez, ponieważ natychmiast zostałby skontrowany, chociażby przez ostatnich świadków wydarzenia. 80 lat po bombardowaniu troje z nich udzieliło wywiadu „Gazecie Wyborczej”. Żyjemy jednak w Polsce.

Ziemkiewicz i Janecki nie są jednak pierwszymi polskimi negacjonistami bombardowania. Tę pochodnię najpewniej dzierży Tomasz Gabiś, myśliciel konserwatywny i redaktor ukazującego się w latach 90. pisma „Stańczyk”. W artykule pt. „Guernica – czy jeszcze jedno fałszerstwo lewicy?” pisze rzecz następującą: „Wersję, że Niemcy zniszczyli Guernikę kwestionowali niektórzy Hiszpanie, np. Ludwik Bolin w książce „Hiszpania, żywotne lata”. Autor, kojarzony m.in. jako popularyzator tematyki negacjonizmu Holocaustu w Polsce zaznacza, że Bolin był zwolennikiem Franco, więc może zostać uznany za nieobiektywnego. Bolin nie tylko był zwolennikiem Franco, lecz także rządowym aparatczykiem. Powiela więc wersję reżimowej propagandy przyjętą w 1937 roku, którą powielała na całym świecie prasa sympatyzująca z generałem. Mamy jednak opis bombardowania dokonany przez szefa sztabu dowódcy Legionu Condor – Wolframa Von Richthofena: „Miasto 5000 mieszkańców, dosłownie zrównano z ziemią. Atak przeprowadzono bombami burzącymi 250 kg oraz bombami zapalającymi – te ostatnie stanowiły 1/3 ładunku. Po prostu wspaniale”. Opis ładunku, jakiego użyto powinien wyjaśniać, dlaczego większość zniszczeń w mieście to zniszczenia od ognia. Dlatego nie wszyscy lubią go cytować. Teza, jakoby miasto spalili wycofujący się z niego komuniści, nie wytrzymuje krytyki. Wymyślono ją doraźnie po bombardowaniu na użytek propagandowy.

Potocki w swoim artykule pisze: „Kiedy już prawie dwadzieścia lat temu pisałem wraz z prof. Markiem Janem Chodakiewiczem artykuł o zniszczeniu Guerniki pt. „Malarz i obraz” miałem okazję sprawdzać w niemieckich archiwach (m.in. Poczdam) zeznania i raporty zarówno oficerów przygotowujących nalot jak i lotników. Nie natrafiłem w nich na ani jedno zdanie o planowanym niszczeniu obiektów cywilnych”. Jest to bardzo ciekawa metodologia zakładająca, że jeżeli sprawcy zbrodni nie przyznali się w oficjalnych dokumentach do popełnienia zbrodni wojennej, to znaczy, że jej nie popełnili. Gabiś i Potocki za największy dowód na poparcie swoich tez przedstawiają świadectwo Sir Archibalda Jamesa, lotnika i posła Partii Konserwatywnej, który był w Guernice i widział na własne oczy zniszczenia. „Doszedł do wniosku, że częściowe zniszczenie miasta nie mogło być wynikiem bombardowania. Obecnie coraz więcej historyków odrzuca stworzoną przez komunistów i lewicowych propagandystów narracje wokół tragedii miasta” – pisze Potocki, nie podających, o jakich historyków chodzi. Gabiś precyzuje gdzie znajduje się świadectwo Sir Jamesa, w związku z czym możemy rzucić na nie trochę światła: „Dla całej sprawy istotne jednak było to, że do sporu włączył się ktoś, kto nie reprezentował ani Hiszpanów (czerwonych lub białych) ani Niemców. Tym kimś był p. Brian Crozier brytyjski publicysta i pisarz polityczny” – pisał na łamach „Stańczyka”. To Crozier był człowiekiem, który rozwinął literacką hiperbolę Thomasa do miana kłamstwa historycznego.

Problem w tym, że o ile Crozier nie był Hiszpanem, ani Niemcem, o tyle był przez całe życie apologetą generała Franco. Twierdził, że jego reżim był krajem wolnym i lepiej zarządzanym niż demokratyczna republika. Skupmy się jednak na źródle, które cytuje. Sir Archibald James odwiedził ponoć Guernikę kilka dni po bombardowaniu i dokładnie zbadał sprawę. Ustalił, że 3/4 miasta było spalone. Dowiedziawszy się od jednego z mieszkańców o bombardowaniu, zaczął szukać lejów po bombach i nie znalazł zniszczeń, które można było przypisać bombom. Jedynie pół tuzina lejów po bombach, które w okresie I wojny światowej można było uznać za bomby 20-funtowe.

Dowodem jakoby miasto spalili „walczący po stronie czerwonych” Baskowie miało być to, że nie naruszona została zabytkowa część miasta, która „była dla nich świętością”. Potocki idzie jeszcze dalej: „Nie po raz pierwszy w tej wojnie strona republikańska zastosowała taktykę spalonej ziemi, by opóźnić ruchy nieprzyjaciela. Rok wcześniej w czasie walk o Irun milicja anarchistyczna, atakowana przez siły narodowe, podpaliła zabudowania miasteczka”. Podpalenia w Irun dokonała milicja anarchistyczna, nie baskijska i nie komunistyczna. Publicysta Wsieci powtarza jednak propagandę frankistowską, która powoływała się na incydent z Irun dla uwiarygodnienia barbarzyństwa całego obozu republikańskiego.

Pozostaje jednak aktualne pytanie, na ile wiarygodne jest świadectwo Sir Jamesa? Odpowiedź znajdujemy w czasopiśmie „La Quinzaine littéraire”, gdzie – jak pisze Gabiś – Crozier opublikował fragmenty nagrania wypowiedzi Sir Jamesa. I tu pojawia się problem, ponieważ ani Gabiś, ani Potocki nie wyjaśnili, w jakim kontekście pojawiła się ta publikacja. A zaczęło się od wydania przez Croziera biografii, a raczej hagiografii gen. Franco, która została negatywnie oceniona na łamach francuskiego periodyku przez prof. Herberta Southwortha. Tego samego, co zwrócił Thomasowi uwagę na Cabezę. Crozier w liście do „La Quinzaine littéraire” stara się bronić swoich dotyczących bombardowania Guerniki, posiłkując się stenogramem z nagrania.

W tym samym numerze periodyku, a dokładniej stronę dalej Southworth odpowiada na jego list, nie pozostawiając na jego rewelacjach suchej nitki. Informuje czytelników, że Crozier podawał do wiadomości publicznej, że dysponuje „nowym dowodem” w sprawie bombardowania od co najmniej roku i że jest to nagrane na taśmę oświadczenie Archibalda Jamesa. Podaje jednak w wątpliwość autentyczność, a nawet istnienie tego nagrania: „Mam nadzieję, że ta taśma magnetyczna jest dobrze zabezpieczona w skarbcu Banku Anglii. Ale mimo takich środków bezpieczeństwa, panie Crozier ten dokument może zaginąć lub ulec uszkodzeniu. Zatrzymajmy się na chwilę i spróbujmy sobie wyobrazić, co można byłoby zrobić, gdyby ta taśma magnetyczna zniknęła”.

W tym miejscu Southworth odsyła nas do weryfikowalnych materiałów, jakimi są numer „Dialy Telegraph” z 19 lutego 1938 roku, gdzie Archibald James opisuje swój pobyt w Guernice. Okazuje się, że Brytyjczyk nie odwiedził miasteczka kilka dni po bombardowaniu, lecz sześć miesięcy później. Zaznacza, że po pierwsze James był weteranem I wojny światowej, po drugie bombardowanie Guerniki było pierwszym przypadkiem doszczętnego zniszczenia miasta przez lotnictwo wojskowe. Jest jednocześnie słabym świadkiem, ponieważ wspomina o śladach pocisków artyleryjskich w Guernice. A o tym nie wspomina żadne źródło hiszpańskie. Mało tego, na łamach „Dialy Telegraph” nękany pytaniami James przyznaje, że widział ślady bomb burzących i zapalających, a także przytacza relację miejscowego księdza, który opisał mu atak lotniczy w dzień targowy, oraz że zginęło około stu osób. Przedstawia więc wszystko zupełnie inaczej niż na rzekomych taśmach w posiadaniu Croziera. A leje po bombach w mieście były, i to aż 17, w tym 13 w obrębie miasta.

Dziś po upływie prawie 50 lat od tych publikacji ciężko znaleźć kogokolwiek kto potwierdzi istnienie taśmy z nagraniem Sir Jamesa. Najprawdopodobniej mamy więc do czynienia z fałszywką, która na dodatek została podważona tak szybko jak się pojawiła. Weryfikowanie tego typu manipulacji wymaga jednak dotarcia do oryginału oraz znajomości języków – angielskiego i francuskiego. Jest to znacznie trudniejsze niż powielanie fałszywek w taki sposób, by druga strona miała problem z dotarciem do pierwotnych źródeł. Artykuł Potockiego, będący podrasowaną wersją artykułu ze „Stańczyka” jest tego dobitnym przykładem.

Brian Crozier wyprodukował tę fałszywkę, ponieważ był wtedy aktywnym uczestnikiem zimnej wojny, wrogiem lewicy i współpracownikiem brytyjskich i amerykańskich służb specjalnych. Każdy wróg komunizmu był dla niego sojusznikiem, nieważne czy było to państwo demokratyczne, czy totalitarne. Wybielał wiele reżimów, niezależnie od ich zbrodniczości. Również z tego względu stawał w obronie Franco, a w konsekwencji musiał wybielać także Luftwaffe. Jak trafnie zauważył Southworth ani w Hiszpanii, ani w Niemczech nie ma możliwości znalezienia świadków lub dowodów na poparcie tez Croziera. Zimna wojna i hiszpańska dyktatura są już przeszłością, jednak stosowana na ich użytek propaganda służy obozowi konserwatywnemu w Polsce, już nie walce z realnym zagrożeniem, jakim był radziecki komunizm. Służy walce z obozem lewicowym stojącym w obronie demokracji, praw człowieka i godności wszystkich ludzi. Przeciwnikowi należy nadać uzasadnioną rangę wroga, stąd też obóz obrońców porządku, tradycji i chrześcijaństwa nie może mieć na swoim koncie zbrodni. Nawet kosztem obrony sił powietrznych III Rzeszy.

Podsumowując – to TVP Info i portal wPolityce.pl bazują w swojej retoryce w tematach historycznych na zmyśleniach i post-prawdzie, w dodatku skompromitowanej dziesiątki lat temu na Zachodzie.

Jeśli spodobał Ci się ten tekst prześlij go znajomemu, polub fanpagezasubskrybuj aby otrzymywać kolejne bezpośrednio na swoją skrzynkę@ lub postaw mi kawę

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Bibliografia:

  • M. J. Chodakiewicz, Zagrabiona pamięć: Wojna w Hiszpanii, 1936-39, Warszawa 1997
  • B. Crozier, Qui a bombarde, w: „La Quinzaine litteraire” nr 86, 1-15 stycznia 1970
  • T. Gabiś, Guernica – czy jeszcze jedno fałszerstwo lewicy?, w: „Stańczyk – pismo konserwatystów i liberałów” nr 11/1989
  • P. Moa, Mity wojny domowej w Hiszpanii 1936-1939, Warszawa 2007
  • T. Nowakowski, M. Skotnicki, Legion Condor. Hiszpańska wojna Hitlera, Warszawa 2011
  • H. Southworth, Guernica?, w: „La Quinzaine litteraire” nr 86, 1-15 stycznia 1970
Create your website with WordPress.com
Get started
%d bloggers like this: